Anna Piwko-Łętek poleca Hotel Wierchomla Ski & SPA Resort

Na pierwszy ogień relacja Ani. Miały być 3 relacje, ale ta jedna starcza za 3 :) Zabawę też dość późno ogłosiłam. Zapraszam kolejne osoby. Bawcie się razem z nami i polecajcie miejsca warte odwiedzenia. Więcej info TU


A teraz zapraszam do przeczytania tekstu Ani.


Weekend poprzedzający długi weekend czerwcowy nasza 4 osobowa rodzinka spędziła w Wierchomli. Mały spontan, choć od jakiegoś czasu myśleliśmy o takim weekendzie - żeby nieco się zresetować i po prostu pobyć razem. Kilka dni zajęło nam szukanie odpowiedniej miejscówki, aż olśniło mnie, że zimą jedna z Bogiń przy maszynie polecała Hotel Wierchomla Ski & SPA Resort jako miejsce bardzo przyjazne rodzinie. Padło więc na Wierchomlę i był to trafiony wybór.



Podróż mocno nam się dłużyła - remonty, objazdy i korki w Nowym Sączu wydłużyły ją z planowanych 2 do 3 godzin. Widoki po drodze - miodzio! Jednak na miejscu czekała przepyszna obiadokolacja, fajnie urządzony pokój i basen (wskoczyliśmy do niego dosłownie 15 min po przyjeździe. Tylko my, cały basen nasz, bo w całym wielkim hotel były zajęte jedynie 4 pokoje - łącznie z naszym.
Rezerwując pobyt mieliśmy świadomość nadchodzącego załamania pogody, spodobało nam się więc, że hotel oferuje sporo atrakcji "pod dachem". To była dobra decyzja, bo jako, że przez większość weekendu lało, wykorzystywaliśmy te atrakcje na maksa.


Wspomniany basen - wygodny dostęp klatką schodową i fajna rodzinna szatnia. Schodziliśmy do niego prosto z pokoju - w szlafrokach. Był wystarczająco obszerny, aby popływać i powygłupiać się z dziećmi. Nasze dzieci chyba po mamusi odziedziczyły miłość do wody i na prawdę widać było, że mają z tych wypadów na basen czystą frajdę.

Strefa wellness - chodziliśmy tam wymiennie z M., kiedy dzieci spały. Przyjemny relaks - jaccuzi, sauna mokra i sucha, kabina IR i słoneczna łączka - 3 leżaki z lampami jak na solarium świecącymi z sufitu, na których się "opalałam" :) Miło było oddać się tym zabiegom, choć szkoda, że samej.

Restauracja - śniadania i obiadokolacje mieliśmy w cenie pobytu. Pyszna regionalna kuchnia, szybka i uprzejma obsługa tolerancyjna dla piszczących i wygłupiających się dzieci i przyjemny podkład muzyczny. Zosi podczas wyjazdu dopisywał niebywały jak na normalne warunki apetyt!

Pokój - zabukowaliśmy pokój rodzinny - dostaliśmy łoże małżeńskie, sofę dla Zosi i łóżeczko drewniane dla Stasia. Pokój był schludnie urządzony, wygodny, wystarczająco obszerny jak na nas 4 i dobrze urządzony. Ogromna ilość szaf i półek :) Na życzenie udostępnili nam także matę antypoślizgową do brodzika i torby na zużyte pieluchy. Można też pożyczyć nianię elektroniczną, wanienki niemowlęce, podesty łazienkowe i inne udogodnienia dla dzieci. Iście rodzinny hotel!



No i najlepsze - ogromna i fantastycznie wyposażona sala zabaw. W okresie ferii zimowych w hotelu funkcjonuje przedszkole dla dzieci wczasowiczów, a my mieliśmy je tylko i wyłącznie dla siebie. Masa zabawek, książek, kredek i czego jeszcze dusza zapragnie - spędzaliśmy tam całe godziny ze względu na lichą pogodę... Coś wspaniałego, za to po prostu pokochałam ten hotel.

Plac zabaw i mini zoo usytuowane na tyłach hotelu - tylko raz udało nam się z nich skorzystać. Zosia największą frajdę miała z karmienia kóz mleczami i koniczyną, dosłownie nie mogłam jej od nich oderwać.

 

Park linowy - nie korzystaliśmy niestety, ale wyglądał ciekawie. Nie wiem czy dałabym radę.

Jak wspomniałam, ten wielki hotel był podczas naszego pobytu niemal pusty. Miało to swoje zalety - pusty basen, strefa wellness itd, ale i wady - restauracja zamykana o 20:00 i nieczynny lobby bar... Dzięki temu, że wzięliśmy elektroniczną nianię, po zaśnięciu dzieci spędzaliśmy czas na sofach w hallu piętro wyżej, obgadywaliśmy strategię na najbliższe miesiące i sączyliśmy winko.

Hotel jest usytuowany zaledwie kilkaset metrów od kolei krzesełkowej Wierchomla. Doszliśmy do stacji spacerem, ale pogoda nie pozwoliła nam na wjazd do góry, nad czym ogromnie ubolewam. Tym bardziej, że ponoć roztacza się tam najpiękniejsza panorama Tatr... Ogólnie spacerowo i widokowo baaardzo jestem niedopieszczona. Ech te weekendowe załamania pogody...

Ostatniego dnia wcześnie się wymeldowaliśmy i postanowiliśmy zmienić nieco klimat. Pojechaliśmy do Krynicy Górskiej i spędziliśmy tam bardzo miły dzień. To miał być dzień frajdy dla dzieci, zwłaszcza dla Zosi i początkowo obawialiśmy się że nie znajdziemy tam dla niej żadnej atrakcji, bo Krynica na maksa skierowana jest na kuracjuszy - głównie emerytów... Nie uwierzylibyście jak długo szukaliśmy placu zabaw! Ale mimo 12 stopni na termometrze kilka godzin spacerowaliśmy, oglądaliśmy fontanny, piliśmy wody z krynickich źródeł.

 

Po obiedzie wjechaliśmy na Górę Parkową i dopiero tam znaleźliśmy bardzo fajny plac zabaw i wyszaleliśmy się na giga zjeżdżalniach (płatne zjazdy na kocach/matach).

Odwiedziliśmy też cudownie wyposażone Muzeum Zabawek. Ja i M. niejednokrotnie wzdychaliśmy z sentymentem wspominając, że mieliśmy podobne zabawki. Podziwialiśmy cudne lalki z XIX wieku i pierwsze klocki Lego. Zosia natomiast miała niebywałą frajdę z włączania i wyłączania kolejki i karuzeli.

To był wspaniały rodzinny weekend.

Anna Piwko-Łętek 


 

 

Przeczytaj też o: